Ciiii… Zapomnij, że cokolwiek istnieje poza Twoim wnętrzem. Tylko na chwilę zerwij więzy grawitacji i odbij się stopami ponad powierzchnię Ziemi. Poczuj jak bije Twoje serce, jak krew pulsuje w Twoich żyłach. To cud. Żyjesz.

Przez większość czasu, który przyszło mi spędzić na tym świecie świadomie ścigałam szczęście. Byłam jak kłusownik, który niezgrabnie przedziera się przez gąszcz próbując schwytać śmigłą łanię, chrząkając ze zmęczenia i wypluwając płuca, tylko by potknąć się o własne stopy i upaść prosto na twarz. Każdy aspekt mojego życia był tak daleki od perfekcji jak się tylko dało i w sumie nie ma co ukrywać, wciąż jest kiepsko.

Trzy lata temu zdałam sobie sprawę, że jestem w związku, który przynosi mi coraz więcej goryczy i rozczarowań, który sprawia, że zaczyna mi brakować powietrza w płucach i nie, niestety nie z zachwytu. Pamiętam dzień, kiedy otworzyłam świeżo kupiony, nowiutki notes, w prawym górnym rogu zapisałam datę i postanowiłam, że zmienię swoje życie- zamknęłam tamten rozdział w życiu (a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało), kupiłam nawet nowy dywanik, przemalowałam ściany i przestawiłam łóżko w drugi kąt pokoju. Tak jak wspomniałam, od tamtego czasu minęły trzy lata i chociaż mogę z pewnością powiedzieć, że pod wieloma względami jestem już kompletnie inną osobą, chcę PRZETRANSFORMOWAĆ moje życie. Chcę być szczęśliwa w najprostszym tego słowa znaczeniu- chcę zasypiać z uśmiechem na ustach, patrzeć w lustro i być zadowolona z tego, co widzę, robić to, co kocham.

Jest jeden problem.

Straciłam wszystkie moje pasje. Pamiętam jak wiele rzeczy mnie interesowało jako dziecko. Wraz z dorastaniem nabrałam dziwnego przekonania, że jedyne co się teraz będzie liczyło to ile centymetrów mam w talii i ilu chłopaków się za mną obejrzy na ulicy. Zaczęłam być dla siebie obrzydliwie surowym sędzią i muszę przyznać, że nadal mam z tym problem.

Właśnie, problemy.

Tak właściwie ja sama nie wiem, jakiego rodzaju treści będę publikować. Jedno jest pewne. Ta strona jest po to, bym zaczęła znowu pisać. Po to, bym w przyszłości mogła wrócić do zapisków z dni, kiedy tak wiele aspektów mojego życia było dalekie od ideału.

Wierzę w to, że kiedyś będzie dobrze i chyba nie ma nic, co mogłoby to zmienić.

Advertisements